W poszukiwaniu adrenaliny wpadaj do Szczawna

Mówisz: uzdrowisko, myślisz: nuda i tłumy - delikatnie mówiąc - seniorów. Z otwartą przyłbicą mało kto miałby odwagę to przyznać, ale takie niekoniecznie przychylne skojarzenia są normą. W końcu przeważającą część pensjonariuszy sanatoriów i klientów zakładów przyrodoleczniczych stanowią osoby w wieku zaawansowanym. Typowe obrazki związane z tą grupą społeczeństwa to dostojne spacery, przesiadywanie na ławeczce, lektura brukowców, rozwiązywanie krzyżówek i jakże emocjonująca rozgrywka szachowa. W Szczawnie-Zdroju takie widoczki również nie są niczym niezwykłym, ale ta miejscowość z pięknymi tradycjami ma również inne, kompletnie odmienne oblicze.

Są takie miejsca i atrakcje, które wymagają niemałej odwagi, stalowych nerwów, sporej sprawności fizycznej oraz doskonale przygotowanego, sprawdzonego w najdrobniejszych detalach sprzętu. W zamian, po pokonaniu różnego rodzaju niebezpieczeństw, oferują potężną dawkę jakże łechcącej adrenaliny. Jednym z nich jest chluba Szczawna: hołubiony przez znawców ekstremalnego kolarstwa tor do 4-crossu. Ta dyscyplina polega na ściganiu się z innymi rowerzystami po najeżonej przeszkodami trasie. Od dość banalnych muld, przez ostre zakręty aż po wyrzucające na kilka metrów w górę hopki i skocznie. A wszystko przy sporych prędkościach i walce na łokcie. Zawody z udziałem profesjonalistów są niezwykle efektowne, a kto chce, ten może sam popędzić na jednośladzie na złamanie karku - wyłącznie na osobistą odpowiedzialność. Szczawieński tor posiada sztuczne oświetlenie, gości też poważne imprezy, jak choćby Mistrzostwa Europy czy zawody pucharowe cyklu ProTour.

Innym miejscem sprzyjającym ekstremalnym aktywnościom jest górujący nad okolicą Chełmiec. Szczyt w Szczawnie-Zdroju, którego nie sposób pomylić z żadnym innym w Sudetach, jest popularnym celem dla wędrowców i miłośników jazdy na rowerze. Oczywiście zjazd z samej góry będzie bardzo wymagający, jednak w tym przypadku chodzi nie tylko o kolarstwo. Jeszcze większe wyzwanie Chełmiec stanowi dla paralotniarzy. Zdaniem wielu amatorów szybowania w przestworzach - skrajnie ryzykowne. Polanka startowa przy wierzchołku jest króciutka, jeśli nie rozwinie się błyskawicznie odpowiedniej prędkości, pozostanie chyba tylko modlitwa, by zahaczenie o drzewa nie skończyło się “odbiciem” na linie wysokiego napięcia lub bezpośrednią tragedią. Tylko dla doświadczonych i pewnych umiejętności oraz maszyny weteranów!

Wreszcie “last, but not least”: góra Dzikowiec, leżąca na terenie Boguszowa-Gorc, ledwie 10 kilometrów od centrum Szczawna. Istna mekka sportów ekstremalnych, przynajmniej w lokalnym wydaniu. Tak jak Chełmiec, stanowi ceniony spot paralotniarski - prostszy od wyżej opisywanego, co wcale nie znaczy łatwy. Do tego na zalesionych zboczach regularnie organizowane są zawody w downhillu. Czyli: zjazd na rowerze trudniejszy niż na Chełmcu. Na szczęście pod górę nie trzeba jednośladu podprowadzać, jeżeli pracuje kolejka linowa. Naturalnie całoroczna. Zimą po przygotowanym na Dzikowcu stoku zjeżdżają narciarze i snowboarderzy. Początkowa część 800-metrowej trasy może wydawać się pionową ścianą - o ile średnie nachylenie oscyluje wokół 29%, tak maksymalne sięga ok. 60%. Kaski i dodatkowe ochraniacze szczególnie zalecane.

Szczawno-Zdrój okazuje się kryć w sobie całkiem szeroki wachlarz możliwości ku temu, by do monotonnej codzienności wprowadzić dreszczyk emocji związany z podwyższonym ryzykiem. Kto to lubi, dla takich chwil żyje - z wypoczynku w tej dolnośląskiej miejscowości będzie w najwyższym stopniu usatysfakcjonowany.

Podziel się
Udostępnij znajomym
Udostępnij