Idzie wrzesień? Najwyższa pora na urlop!

Przy Złotym Widoku w Szklarskiej Perspektywa z imponującego Złotego Widoku z lotu ptaka.

Jakoś tak powszechnie przyjęło się uważać, że praktycznie jedynym sensownym terminem na wzięcie pełnego, przepisowo dwutygodniowego urlopu w Polsce jest lato. A konkretniej to wakacje w lipcu bądź w sierpniu, ewentualnie jeszcze pod koniec czerwca. Dla rodziców dzieci w wieku szkolnym owszem, praktycznie nie ma innego wyjścia, ale dla innych? Pozostali spokojnie mogą zaczekać z wyjazdem do września, na turystyczną jesień - za wiele nie stracą, a jest szansa że sporo na tym zyskają.

Tak się w tym roku szczęśliwie dla uczniów złożyło, że pierwszy września wypadł w piątek. A jako że rozpoczęcie roku szkolnego to najczęściej nudny apel i podanie wstępnego planu lekcji, z czystym sumieniem można przedłużyć wakacje do 4 IX. A może i parę kolejnych dni, w końcu pierwsze zajęcia mają charakter stricte organizacyjny: o obowiązującym podręczniku, o zwykle podobnych oczekiwaniach nauczycieli, o zeszytach, o przewidzianym programie nauczania (którego najczęściej i tak nie idzie w pełni zrealizować w szkole, więc trzeba dokształcać się na własną rękę), o systemie oceniania… Praktycznie co roku idzie podobna śpiewka, więc można sobie pozwolić na parę nieobecności. Jednak w szkole trzeba się w końcu pojawić - i to prędzej niż później.

Obowiązek szkolny ma niezaprzeczalny, najzupełniej oczywisty wpływ na ruch w branży turystycznej. Wystarczy porównać obłożenie w obiektach wypoczynkowych i noclegów w szczycie sezonu wakacyjnego z tym, jak to wygląda już na przełomie sierpnia i września. Latem wyjazd w ciemno nad morze czy w góry i szybkie znalezienie jakiegoś wolnego pokoju to istny cud, z kolei w sezonie jesiennym konieczność wcześniejszej rezerwacji nie jest aż tak paląca. Poza tym mniejszy popyt na usługi hotelarskie we wrześniu oznacza, że ceny za noclegi znacząco się obniżają. Przy kilkunastodniowym turnusie różnice mogą sięgać nawet ładnych kilkuset złotych.

Kolejną z zalet “przełożenia” urlopowego wyjazdu na wrzesień będzie domniemane zwiększenie komfortu. Mianowicie: duża większa swoboda przy czerpaniu radości ze wszelkich dostępnych w danym kurorcie turystycznym atrakcji. Kolejki do muzeów i zabytków skracają się niebotycznie - czasami wręcz do zera* - parki rozrywki i/lub edukacji takie jak władysławowski Ocean Park “zwiedza” się o wiele przyjemniej bez gęstego tłumu innych ludzi, a na nadmorskich plażach i górskich szlakach robi się o wiele więcej wolnej przestrzeni. O pozwalającym na lepszy relaks spokoju już nie wspominając.

Na koniec niebywale istotna, dla wielu urlopowiczów nawet najważniejsza kwestia: pogoda. Pierwsze porównanie lata i jesieni, bazujące na szybkich skojarzeniach, wypada cokolwiek niekorzystnie dla sezonu jesiennego. Gdyby jednak zastanowić się nad problemem nieco dłużej, okaże się że wrześniowa aura wcale nie odbiega tak daleko od tego, co pogoda serwuje nam w wakacje. Jeśli w lipcu/sierpniu były nieznośne upały, to we wrześniu temperatury w granicach 25-27℃ nie są niczym niezwykłym. Różnice temperatur nie będą zbyt wielkie, w końcu większość września to astronomicznie i kalendarzowo wciąż lato.

Krótko rzecz ujmując - jesień w turystyce może i zaczyna się sporo wcześniej niż w przyrodzie, ale wciąż przynosi dla urlopowiczów mnóstwo konkretnych korzyści.


*nie licząc może potężnych magnesów turystycznych na skalę krajową i większą, w rodzaju krakowskiego Wzgórza Wawelskiego, Muzeum Powstania Warszawskiego czy Zamku Książ pod Wałbrzychem.

Podziel się
Udostępnij znajomym
Udostępnij